kreatywnoscdziecka.pl

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Filter by Categories
Drukowanie
Duży format
Edukacja
Edukacja artystyczna
Formy przestrzenne
Kolaż
KREATYWNY DOM
Lepienie
Malowanie
Malowanie w akcji
Natura
O kreatywności
Ozdoby
Rozwój dziecka
Rysowanie
Sensoplastyka
Sztuka dziecka
Taniec
WIEDZA
Wycinanie
ZABAWY
Zajęcia plastyczne

Czy wychowujesz superdzieci?

Każde dziecko jest z natury genialne, gdy pozwolimy mu rozwijać się w swoim tempie, w zgodzie ze swoją naturą i talentami. Jednak coraz więcej rodziców pragnie wychować SUPERDZIECI, które będą wykazywały się wyjątkowymi osiągnięciami i talentami, najlepiej jak najwcześniej! Każdy z nas może przywołać w pamięci takich “genialnych” rodziców i ich opowieści o “sukcesach” ich dzieci :). Byłam przekonana, że nie należę do grupy rodziców superdzieci. Ale wybił mnie z tego przekonania David Elkind swoją książką pt. „Nietrafiona edukacja” („Miseducation”). Niestety, okazuje się, że taką postawę przyjmujemy często nieświadomie, żyjąc w społeczeństwie nastawionym na szybkie, wymiernie korzyści (Jesper Juul pisał o traktowaniu dziecka jako projekt) i w przeświadczeniu, że im wcześniej, tym lepiej.

Przyjrzałam się sobie dokładnie i odkryłam, że … jednak … czasami … poddaję się tej presji. Choćby nawet obawiając się, że wychowując dziecko bardziej “na luzie” … coś mu odbieram albo … nie chwaląc się tak bardzo jego osiągnięciami. David Elkind wyróżnił aż 8 grup rodziców superdzieci! Odnalazłam siebie w 2-3 grupach. Podobno w każdym z nas jest trochę każdego stylu, każdy może być podstawą do zdrowego rozwoju. Trzy pierwsze to wyraźne pułapki wychowywania superdzieci. Jednak nawet ekolodzy i zwolennicy wolnej edukacji mogą dać się złapać w ten mechanizm 🙂

Polecam Wam zabawę w odszukiwanie swojego stylu! Wielka szkoda, że David Elkind nie został przetłumaczony na polski! Jest jednym z pierwszych psychologów, którzy zaczęli alarmować, jak niekorzystny wpływ ma wywieranie presji na współczesne dzieci, by jak najwcześniej podlegały formalnej edukacji i wykazywały się osiągnięciami. Polecam też jego książkę „Potęga zabawy” – „Power of play”.

Czy chcesz mieć superdzieci?

David Elkind pisze, że rodzice, jak świat światem, martwili się o swoje dzieci, ale przez ostatnie dekady coś się zmieniło w tej sferze… Kiedyś oddychali z ulgą, że ich dzieci są „w normie” – dziś martwią się, że nie są „najlepsze” i „wyjątkowe”. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że rodzice chcą mieć wyjątkowe dzieci. Jednak wcześniej to zainteresowanie „wyjątkowością” było równoważone równie silną troską o zdrowie emocjonalne dziecka i obawą, by nie wywierać zbyt dużej presji we wrażliwym etapie życia.

Dziś, oczywiście, rodzice także mają na uwadze zdrowie emocjonalne dzieci. Tylko … bardzo często błędnie wierzą, że wczesne „osiągnięcia” dzieci wzmocnią ich poczucie wartości i samoocenę  oraz dadzą im lepszą pozycję startową w dorosłym życiu.

Skąd to skupianie się na „wyjątkowości” dzieci? David Elkind zwraca uwagę na parę źródeł. Dzisiejsze rodziny są mniejsze i rodzice nieświadomie wywierają presję na dzieci, by były wyjątkowe. Wychowanie dziecka jest też kosztowniejsze, dlatego rodzice chcą mieć coś „w zamian” za dużą inwestycję.

Innym źródłem jest fałszywe przekonanie, że im wcześniej, tym lepiej, jeśli chodzi o naukę czytania, pisania, liczenia itd. Niestety rozpowszechnili je w latach 60-tych Benjamim Bloom i Jerome Burner i trafiło na podatny grunt w krajach rozwiniętych. Potem wycofali się z tej teorii, ale niestety media już tego nie odnotowały… Dziś to przekonanie kwitnie z jeszcze większą siłą, bo rodzice czują presję społeczną, by … mieć superdzieci. Media społecznościowe świetnie nakręcają ten mechanizm.

Nie da się mieć „wyjątkowego dziecka” w każdej sferze, dlatego rodzice wybierają sobie najczęściej jakiś obszar w zgodzie ze swoimi wartościami i stylem życia. Robimy to świadomie lub nieświadomie, ale w każdym z nas jest odrobinę któregoś stylu/stylów. Zapoznajcie się z nimi, odszukajcie siebie :).

1. Gourment parents, czyli:

czy superdzieci 5

Do tej grupy mogą należeć rodzice, którzy osiągnęli sukces zawodowy i finansowy oraz prowadzą styl życia, który w naszej kulturze jest uważany za godny pozazdroszczenia. Często ciężko pracowali na swój sukces, dbają o swój wygląd, kondycję i wyszukany styl życia. Mają piękny dom, drogie samochody, jeżdżą na egzotyczne wakacje, chodzą do drogich restauracji, a we wszystkim uczestniczy już paroletni maluch. Gdy pojawia się na świecie, przyjmują podobne podejście do wychowania jak do swojej kariery. Pilnie szykują się do nowej roli, czytają modne poradniki i uczęszczają na najlepsze kursy. Wierzą, że będą tak efektywni, jak w pracy, a ich dziecko będzie tego dowodem.

Ubierają dzieci w drogie, designerskie ubrania, zapisują na najlepsze kursy i zajęcia edukacyjne, a pokoik dziecięcy wyposażają w najmodniejsze lub najbardziej wyszukane zabawki i gadżety. Wychowanie „w granicach” może być zostawione opiekunom i nauczycielom. Gdy pojawiają się problemy wychowawcze, mogą przypominać „staroświecki” przypadek „rozpuszczonych dzieci”. Jednak za tymi problemami często kryje się dzisiaj coś więcej. Dochodzi do nich presja, czasem nawet na parolatki, by wykazały się konkretnymi osiągnięciami.

Rodzice ze „śmietanki towarzyskiej” pragną, by ich dzieci czerpały korzyści z ich sukcesu i by same czuły się zmotywowane do szczególnych osiągnięć. Ale często robią coś odwrotnego – podają na tacy zbyt wyrafinowany dla dziecka świat i lekceważą kiełkujące poczucie autonomii małego człowieka. Niestety takie “superdzieci” zaczynają myśleć o sobie w kategoriach tego, co dostały i co posiadają oraz kogo mogą kontrolować zamiast kim są jako indywidualności.

2. College-degree parents, czyli:

czy superdzieci 2

Ta grupa też należy do średniej klasy, ale innego rodzaju. Uważają, że podstawą spełnionego życia i sukcesu jest solidna edukacja w starym stylu zwieńczona dyplomem dobrej uczelni. Niestety mogą złapać się w pułapkę wychowania superdzieci, gdy zapragną, by ich dziecko było szczególnie bystre i rozwinięte intelektualnie. Czują, że sposobem na to jest jak najwcześniejsze rozpoczęcie nauki czytania, pisania, matematyki i przedmiotów naukowych. Często zależy im na prestiżowej szkole (w USA nawet już na przedszkolu!), która będzie prowadzić dzieci do dobrej uczelni. Są bardzo zainteresowani programem edukacyjnych placówek i wynikami w nauce, a czują się zakłopotani „dziecinnymi” zabawami typu tańce, teatrzyk, plastyka. Uważają je za marnowanie czasu ich nadzwyczaj rozwiniętych umysłowo superdzieci.

Dla wielu z nich docenianie roli edukacji to rodzinna tradycja. Rodzice też ich wspierali, by nauka otworzyła im w życiu więcej możliwości.  Tak wciąż dzieje się w uboższych rodzinach, lub wśród imigrantów.  Wychowanie superdzieci polega na subtelnej, ale znaczącej różnicy. Rodzice z tej grupy widzą często siebie jako tych, którzy dają dziecku szansę na osiągnięcie przewagi nad innymi – na rozwinięcie ponadprzeciętnych zdolności intelektualnych. Co w tym złego??? Oczywiście docenianie edukacji jest czymś wartościowych, ale tu dochodzi do subtelnej zmiany odpowiedzialności. Gdy dziecko osiągnie sukces, to nasza zasługa, że zapewniliśmy naukę od najmłodszych lat i odpowiednie placówki edukacyjne. Gdy jednak zawiedzie, jest to tym bardziej jego wina, bo przecież miało zapewnione wszystko, co możliwe! Czyli sukces jest przypisywany rodzicom, a porażki dziecku, z lekceważeniem jego wysiłku, potrzeb i zdolności.

3. Gold-medal parents, czyli:

czy superdzieci 6

To grupa rodziców, którzy chcieliby, aby ich superdzieci zostały mistrzami olimpijskimi lub miały chociaż ponadprzeciętne osiągnięcia sportowe. Często należą do średniej klasy menedżerskiej i wykonują nie do końca satysfakcjonującą pracę.  Uczestnicząc w zawodach sportowych dzieci, szukają ucieczki przed monotonią obowiązków zawodowych, domowych i wychowawczych. Są gotowi poświęcić wiele dla osiągnięć dziecka. Są to mi.in koszty sprzętu, strojów, trenera, dojazdów, hotelów, a do tego wczesne pobudki i długie godziny spędzone na treningach, zawodach i dojazdach.

Rodzice „złoci medaliści” zawsze mieli tendencje do wychowywania superdzieci, ale dzisiaj zaszła pewna zmiana w ich podejściu. Wierzą, że jeśli zaczną najwcześniej, jak to możliwe, będą w stanie wykreować „gwiazdę”. Angażują dzieci coraz wcześniej w aktywności wymagające rywalizacji bez żadnego uzasadnienia. Przedszkolaki biorą udział w zawodach pływania, gimnastyki, narciarstwa, łyżwiarstwa, a nawet konkursach piękności. David Elind uważa, że branie udział w sportowych zawodach i treningach może mieć jakąś wartość od 7-8 roku życia. Nie ma jednak żadnego powodu, by zaczynać wcześniej, jeśli mamy na uwadze zrównoważony rozwój dziecka.

Powodów jest parę. Narażamy zdrowie fizyczne dziecka. Kości dziecka są jeszcze miękkie i rygorystyczne treningi mogą mieć zły wpływ na jego rozwój fizyczny. Rośnie liczba kontuzji i schorzeń u dzieci w wyniku treningów sportowych. W USA jeszcze w XX w. zanotowano, że 90% wszystkich dziecięcych kontuzji ma miejsce na zorganizowanych zajęciach!

Równie ważnym powodem, by nie narażać dzieci tak wcześnie na udział w zawodach opartych na rywalizacji jest ich rozwój emocjonalny. Muszą być już dosyć stabilne, mieć rozwinięte poczucie bezpieczeństwa i wartości, by sobie z tym poradzić. Są tacy, co uważają, że treningi i zawody uczą je dyscypliny, samokontroli i przegrywania. Nie biorą pod uwagę narzuconych ambicji i niezdrowych emocji rodziców. Razem z niezadowoleniem z przegrania, brakiem akceptacji dla zmęczenia, kryzysów i słabości dziecka, mogą mieć rujnujący wpływ na zdrowie emocjonalne i poczucie wartości tych “superdzieci”.

4. DIY parents, czyli:

czy superdzieci 7

To grupa, która czuje, że człowiek oddalił się od natury, że my sami i przyroda cierpimy przez nadmierny rozwój przemysłu i technologii. Często mieszka w miastach, ale wykazuje duże zamiłowanie do natury i ekologii. Rodzice z tej grupy pozwalają najczęściej swoim dzieciom rozwijać się w swoim tempie, wychowują je w duchu empatii do przyrody, zwierząt i ludzi. Wydaje się więc, że wszystko gra. Jednak wielu rodziców z tej grupy przeżywa coraz większą frustrację z powodu systemu edukacji publicznej i przez to, zdarza się, że dają się złapać w pułapkę „superdzieci”. Popierając edukację domową (homeschooling) jako wzbogacenie lub zastąpienie szkoły, zdarza się, że przyswajają sobie współczesną “mądrość”, że wcześniej znaczy lepiej. Zaczynają wtedy sami uczyć dzieci w domu, by było im łatwiej, by miały przewagę – co kłóci się z humanistycznym i egalitarnym podejściem do edukacji.

5. Outward bound parents, czyli:

czy superdzieci 4

Dla niektórych rodziców, umiejętność poradzenia sobie z niebezpieczeństwami świata to jeden z podstawowych celów wychowania. Przez to mają tendencje do wczesnego uczenia dzieci, jak chronić się przed różnymi zagrożenia – utonięcia, porwania, nadużycia… Tak jak poprzednia grupa rodziców, nieświadomie nabywają mentalność rodzica superdzieci. Chcą, by ich dziecko było „nadzwyczajnie” zabezpieczone, umiało się chronić przed różnymi życiowymi zagrożeniami. Zapisują niemowlaki na lekcje pływania, by nie utonęły w basenie, potem na sztuki walk albo edukują intensywnie dziecko, jak chronić się przez obcymi, którzy mają złe zamiary.

Niestety takie treningi i nauki rozpoczęte zbyt wcześnie mają dwa niebezpieczeństwa. Po pierwsze przesuwają subtelnie odpowiedzialność z rodzica na dziecko: czujność dorosłego może zostać uśpiona, a dziecko jest obarczane psychicznie. Po drugie, małe dzieci najczęściej zapominają nabyte umiejętności, czasem nawet po paru miesiącach. Ich psychika nie pozwala im ocenić intencji obcej osoby i zwyczajnie nie są w stanie chronić się przez zagrożeniami natury społecznej czy fizycznej. Tak więc, nauka pływania czy umiejętności survivalowych, jak najbardziej tak – ale w formie beztroskiej i interaktywnej zabawy!

6. Prodigy parents, czyli:

czy superdzieci 3

To pary, które osiągnęły sukces finansowy, ale nie dzięki tradycyjnej ścieżce edukacji. Często nawet nie mają dyplomu uczelni wyższej. Swoją karierę zawodową lub firmę zbudowali samodzielnie od podstaw i mają mieszane uczucia co do edukacji wyższej oraz „intelektualistów” teoretyków.  Więcej zawdzięczają samodzielnej nauce i pracy, swoim talentom i umiejętnościom niż systemowi edukacji. Uważają, że szkoła najczęściej nie wspiera, a nawet tłamsi wrodzone talenty dzieci.

Z drugiej strony doceniają ogładę, jaką daje dobra edukacja – zdolności językowe i maniery. Oczywiście uważają swoje dzieci za wyjątkowo utalentowane i martwią się, że za cenę ogłady, szkoła może zniszczyć w nich, co najlepsze. Mogą łatwo złapać się w pułapkę idei im szybciej, tym lepiej, organizując dziecku od najwcześniejszych lat samodzielną edukację. Pociągają ich programy i zajęcia z języków, matematyki, czytania lub muzyki w wieku kilku lat. Superdzieci takich rodziców mogą rzeczywiście czytać w wieku 4 lat, mówić w obcym języku i grać na instrumencie. Co w tym złego???

Wspaniale, jeśli dziecku poddanemu tak wcześnie programowi nauczania uda się uciec od frustracji, poczucia porażki i szkodliwej identyfikacji ze swoimi edukacyjnymi osiągnięciami. Rzadko jednak rodzice takich superdzieci nie ulegają pokusie, by chwalić się swoją „maskotką”. Do tego dochodzi poczucie „bycia innym” od rówieśników, którzy mają bardziej swobodne dzieciństwo. Uczenie ww. dziedzin zbyt wcześnie może być niebezpieczne, gdyż w drodze rozwoju umysłowego są one ukoronowaniem, a nie fundamentem. Często wyuczone upodobanie do wyrafinowanego języka, sztuki lub matematyki jest w tym wieku karykaturalne i nienaturalne – superdzieci kończą jako parodie dorosłych.

7. Encounter group parents, czyli:

czy superdzieci 8

Są rodzice, którzy wyróżniają się pracą nad rozwojem własnym, angażują mocno w poznawanie ostatnich nurtów psychologicznych oraz własne terapie. Wielu z nich jest po rozwodzie, w drugim związku i są szczególne wrażliwi na stres związany ze stratą i separacją. Często poczucie wspólnoty, porozumienia i komunikacja to dla nich najważniejsze wartości, niezależnie jak je realizują w praktyce. Bardzo cenią związki i to jest ich siłą.

Mogą jednak nabyć nieświadomie mentalność rodzica superdzieci, gdy zaczynają wierzyć, że nigdy nie jest za wcześnie, aby nauczyć dziecko „prawdy życia”, szczerości oraz świadomości emocjonalnej. Mogą do przesady koncentrować się na edukowaniu o życiu i emocjach, mówić zbyt wcześnie w sposób niezrozumiały dla dziecka o śmierci albo możliwości zagłady świata… albo upierać się, by małe dziecko uczestniczyło w domowym porodzie rodzeństwa. Zapominają, że dzieci  mają prawo do swojego etapu rozwoju emocjonalnego i nawet superdzieci” są gotowe dopiero od pewnego wieku do przyjęcia „gołych” faktów i prawd życiowych.

8. Milk-and-cookies parents, czyli:

Wielu rodziców świadomie odrzuca styl wychowania superdzieci. Chcą, aby ich dzieci radziły sobie w życiu, ale też by miały szczęśliwe dzieciństwo – dorastały, uczyły się i doświadczały radości i smutków typowych dla swojego okresu życia. Cenią dzieciństwo jako okres wartościowy sam w sobie! Uważają, że należy go chronić, dlatego zapewniają dzieciom pomoc, opiekę i uwagę, unikając przy tym naturalnie “rozpuszczania” dzieci. Cieszą się i są dumni z osiągnięć dziecka i nigdy nie czują potrzeby przyśpieszania rozwoju dziecka. Zachwyca ich cud rozwoju i wzrostu, dlatego z przyjemnością obserwują postępy dziecka.

Nie mają tendencji do błędnej edukacji w stylu im wcześniej, tym lepiej. Jakkolwiek, życie w społeczeństwie, które bardzo ceni ten styl wychowania, wywiera na nich sporo presji. Gdy inni zapisują dzieci na najmodniejsze kursy i lekcje, zastanawiają się, czy przypadkiem nie pozbawiają własnych dzieci czegoś ważnego. Mimo tych obaw, są jednak odporni na presję. Zapewniają bezpieczne, ciepłe i stymulujące środowisko – ich dzieci są „zaopiekowane”, wysłuchane, mają ciekawe otoczenie i rodziców, którzy z nimi spędzają czas. Czują, że to wystarczy i to jest … najlepsze. Mają rację. Dzieci, które spędziły dzieciństwo z poczuciem bezpieczeństwa, zdrowym poczuciem wartości i entuzjazmem dla życia i nauki są dobrze przygotowane do rzeczywiście szybko zmieniającego się i trudnego świata!

Każdy z nas może się odnaleźć w jednym lub paru z powyższych stylów i każdy z nich może być podstawą do zdrowego rozwoju dziecka. Ryzyko powstaje, gdy damy się złapać w wychowanie superdzieci i podejście im wcześniej, tym lepiej. Jeśli doceniamy naturalne tempo rozwoju dziecka oraz jego potrzeby, odkryjemy wtedy, że rzeczywiście każde dziecko jest naprawdę superdzieckiem :).

 

 

 

 

follow
Podziel się…
Close Menu
%d bloggers like this: