Domowe muzykowanie dla opornych

Śpiewacie i gracie na instrumentach w domu? A może należycie do licznej grupy ludzi, którym odebrano w dzieciństwie lub wczesnej młodości umiejętność cieszenia się muzyką?Jeśli nadal tęsknicie za tą formą ekspresji i zabawy, możecie to zmienić. Nie jest potrzebny do tego żaden talent. Wystarczy bawienie się i przeżywanie muzyki z dziećmi.

“Śpiewać każdy może…”

W zeszłym roku, w ramach ćwiczeń na studiach, miałam okazję wziąć udział w warsztatach wokalno-muzycznych, których celem było otworzenie uczestników na własny głos, znacznie dźwięku i muzyki w naszym życiu. Szłam trochę z duszą na ramieniu –  jak większość – ale i z zaciekawieniem. Liczyłam, że prawdą okażą się zapewnienia naszej opiekunki studiów, że prowadzący to cudowny człowiek, u którego na koniec warsztatów dosłownie k-a-ż-d-y śpiewa.

Rzeczywiście od Marcina Steczkowskiego emanuje życzliwość, spokój i urok osobisty. Do tego radość, z tego, co robi, podobna do entuzjazmu dzieci. Jest typowa dla ludzi, którzy pracę połączyli z pasją, a tą ostatnią mógłby obdzielić parę osób. Jest twórcą niezwykłego projektu Chór Chór Hura, łączącego pasjonatów sztuki wokalnej – amatorów i profesjonalistów. Chór Chór Hura to „barwna, uśmiechnięta zbiorowość skupiająca otwarte na świat i pełne pasji indywidualności”. Podjęli m.in. cudowną akcję wspólnego, sąsiedzkiego śpiewania na podwórkach warszawskich kamienic.

domowe muzykowanie

Ze śpiewaniem chyba większość z nas ma problem…

Na warsztatach, nawet u osób zajmujących się na co dzień terapią i dydaktyką, widać było na twarzach napięte, pełne obaw oczekiwanie: Co nas czeka?? Marcin zaprosił nas do przedstawienia się przez wyśpiewanie swojego imienia, stojąc na krześle. To było przejechanie czołgiem po mojej strefie komfortu – powiedziała jedna z koleżanek (na co dzień śmiała, a nawet prowokacyjna), gdy dzieliliśmy się wrażeniami z tego doświadczenia. Wrażenia innych miały w większości podobne zabarwienie. Gdy zaczęliśmy zastanawiać się, dlaczego tak jest, wylała się rzeka opowieści o tym, jak doświadczenia z dzieciństwa – głównie lekcje muzyki w szkole (!) – zablokowały w nas chęć i swobodę śpiewania oraz muzykowania w ogóle. Paraliż przed oceną, wytykanie błędów i wyśmiewanie przewijały się w indywidualnych historiach.

Ostatnia szansa na oswojenie się z muzykowaniem?

Marcin Steczkowski miał czarodziejską moc i sprawił, że w ciągu dwóch dni uczestnicy poczuli na własnym ciele i duszy, jak muzyka i śpiew potrafią oczyścić, naenergetyzować, łączyć ludzi, bawić i inspirować. Było dużo śpiewu, improwizacji, ćwiczeń z ciałem i rytmem. Po dwóch/ trzech dniach warsztatów czułam się lekka jak piórko i jakoś tak … melodyjnie 🙂 Czułam też, że ten warsztat tak naprawdę był mi potrzebny, bo od paru lat w domu, mając małe dziecko, intuicyjnie starałam się zaprzyjaźnić od nowa ze śpiewaniem i muzyką. Szło mi nie najgorzej, ale wspólne doświadczenie w grupie było dodatkowym wsparciem, dodało pewności, inspiracji i poszerzyło wiedzę.

 Dlatego i Was chcę zachęcić do zaprzyjaźnienia się z muzyką.

Nigdy nie jest za późno, choć sama przekonuję się na własnej skórze – proces może być rozciągnięty na lata. To małe kroczki, czasem z dużymi przerwami, które pomagają oswoić się z własną ekspresją muzyczną przez radosne przekraczanie własnych granic. Orientujemy się, że „było fajnie” i każdy następny raz jest już łatwiejszy. Nie czuję, abym była nawet w połowie tego procesu oswajania się z muzyką, ale przecież nie zamierzam być wirtuozem – po prostu cieszyć się dźwiękami i głosem, melodią i kreatywnością.

W następnym poście podzielę się z Wami konkretnymi poradami, jak oswoić muzykę, własny głos, śpiewanie i granie. Ten proces warto zacząć od obserwowania i uczenia się od … własnych dzieci, szczególnie jeśli są jeszcze małe i nie straciły naturalnej ekspresji.

Muzykowanie a jakość życia

Nietrudno zauważyć, że śpiew i muzyka są bardzo ważne dla dzieci – to jeden z ich podstawowych języków. Nie chodzi o formalne lekcje, które mogą być kontynuacją rozwoju muzycznego, ale o bazę – o naturalne zachowania małych dzieci. Widzę, ile moja córka wymyśla muzycznych i wokalnych aktywności i jak dużo z nich może być inspiracją do dalszych zabaw i projektów.

Mam więc w domu na przykład występy z bębenkiem-puszką, własne piosenki, piosenki-opowiadania, koncerty albo improwizowane rytmy i melodie na prawdziwych i wymyślonych instrumentach. Czasem swobodne bawienie się swoim głosem przypominające wokalne ćwiczenia. Wspaniale, jeśli te aktywności sprzęgają się z tym, co mają do zaoferowania dorośli. Niestety większość z nas czuje się bezradnie, bo stłumiono w nas potrzebę i umiejętność zabawy, „muzycznego wygłupu”. Tak nazywam te swobodne, niby-dziecinne improwizacje, które, jak się przekonałam na warsztatach, są sednem dotarcia do „muzycznej duszy”. To czysta radość, zabawa, ekspresja – połączona z doskonaleniem umiejętności! Nasze warsztaty zresztą miały taki cel – dotarcie do źródła muzycznej ekspresji, naturalnej potrzeby śpiewania i czucia rytmu.

Gdy dzieci mają szansę cieszenia się muzyką na co dzień, może ona zostać z nimi i wspierać je w życiu dorosłym. Marcin Steczkowski opowiadał, jak w pewnym momencie, w dzieciństwie, odkrył coś zdumiewającego: że większość ludzi nie zna nut, nie gra i nie śpiewa! Był przekonany, że muzyka jest ważną częścią życia innych ludzi. Niestety Polacy nie są aż tak wesołym narodem, za jaki się mają – śpiewanie i granie wcale nie są tak popularne. Trudno odpowiedzieć jednym zdaniem, dlaczego. Może ludzie mają coraz mniej czasu, ochoty i energii, by wspólnie pośpiewać i pomuzykować?

A szkoda, bo nie wiedzą, co tracą

Śpiewanie jest jak wewnętrzny masaż, który koi nerwy i daje radość. Oczyszcza, odpręża, pozwala wyrazić nagromadzone emocje, poczuć wspólnotę z innymi. Granie na ulubionym instrumencie to nie tylko odprężenie, oczyszczenie głowy, ale też doskonałe ćwiczenie umysłowe. Nauka gry na instrumencie to jeden z najbardziej efektywnych sposobów, by pobudzić mózg do kreatywnego myślenia. Uwaga – niespodzianka: im mniejszy talent, tym bardziej to działa :). Dlaczego? Bo trzeba bardziej się wysilić i zbudować więcej nowych ścieżek neuronalnych. O tym mówił Wojciech Eichelberger w wykładzie o kreatywności. Jest mnóstwo zalet nauki gry na instrumencie – która wpływa pozytywnie na rozwój mózgu, połączenia między półkulami, pamięć i zdolności intelektualne. Tak samo śpiewu. Warto jednak uważać, by nie podejść do tego, jak „matka tygrysica”, zabijając przy tym radość, kreatywność i dobroczynny wpływ na jakość życia.

Osłuchanie i kontakt z żywą muzyką na co dzień

Boli mnie, że w przedszkolach panoszy się disco-polo, które urosło niemal do rangi muzyki narodowej. Pozbawia dzieci możliwości rozwinięcia wrażliwości. Nie musimy puszczać dzieciom osławionego Mozarta. Dajmy im szansę rozwijać się w otoczeniu RÓŻNORODNEJ, ale bardziej wyrafinowanej muzyki. Tak mówił Marcin Steczkowski i Anna Maria Adamiak (śpiewaczka operowa i musicalowa), która dodatkowo polecała dla dzieci Czajkowskiego. Ale chyba każdy dopasuje muzykę do swojego świata. Dla jednego będzie to Czajkowski, dla innego muzyka kubańska lub elektroniczna lub jeszcze całkiem inna.

Gdy sama patrzę wstecz, szansę na przyjaźń z muzyką dała mi jej obecność w otoczeniu. Odziedziczone stare pianino, rzępolące skrzypce, domowa kolekcja płyt, stare winyle babci, a potem comiesięczne filharmonie w liceum. Z Sieną z wielkim zamiłowaniem chodzę na Smykofonie, które są ważnym elementem naszego życia. Są genialne i na świetnym poziomie. Żałuję, że nie robią takich dla dorosłych. Na ostatniej byłyśmy nie tak dawno, bo warto wspierać artystów w trudnych czasach pandemii, gdy są zostawieni sami sobie.

Jeśli chcecie zaprzyjaźnić siebie i dzieci z muzyką…

… nie musicie kupować drogich instrumentów, nie musicie też posyłać dzieci na żadne formalne lekcje. Powiedziałabym nawet, że przez pierwsze lata życia i okres przedszkolny jest to raczej niewskazane.

Co jest najważniejsze, by zaprosić muzykę do życia i pokochać muzykowanie? Co poleca Marcin Steczkowski? Dwa elementy:

  1. Atmosfera zabawy i wolności, a nie wymagań i oceny.
  2. Obecność muzyki i muzykowania w otoczeniu.

Gdy pierwsze koty za płoty mamy już za sobą, o wiele łatwiej pójść dalej – spontanicznie zaśpiewać, pograć, powygłupiać się lub choćby razem posłuchać muzyki.

A w następnym poście podzielę się z Wami konkretnymi radami, jak się umuzykalnić w domowej rzeczywistości :).

PS. W ostatnie Święta przełamałam się i zaprosiłam domowników do wspólnej zabawy: każdy miał za zadanie nauczyć się choć jednej kolędy na dzwonkach. Babcia Sieny ćwiczyła przez cały okres przed- i świąteczny. Tata robił wariacje na temat jednej ukraińskiej kolędy. Ja nauczyłam się … jednej, ale to i tak o wiele więcej niż nic. Wujek, czyli mój brat, zignorował zaproszenie, ale to też trzeba zaakceptować. I tak na dłuższą metę muzykowanie jest zaraźliwe 😉

follow
Podziel się…