Jakiej szkoły chciałabym dla dzieci?

Po co chodzi się do szkoły? Żeby zdobyć wiedzę – to najczęstsza odpowiedź. Czy na pewno? To podejście z czasów, gdy wiedza była trudno dostępna, gdy wyznaczano dla wszystkich jeden kanon i gdy nie uaktualniała się tak szybko, jak dziś. Szkoła to coś więcej niż wbijanie informacji – to też uczenie się życia i relacje!

Nowy rok szkolny zainspirował mnie do refleksji, jak wyobrażam sobie szkołę idealną. Mamy wprawdzie parę lat przed sobą, ale temat leży mi na sercu, gdy obserwuje, co się dzieje w tzw. systemie.

Oto moje marzenia:

Aby uczyła mądrze zdobywać wiedzę, a nie zakuwać.

Świat bardzo szybko się zmienia. Wiedza ważna dzisiaj, za 20 lat może być nieaktualna, szczególnie w dziedzinach naukowych. Po co więc wykuwać na pamięć szczegóły z układu pokarmowego zwierząt, przebiegu historycznej bitwy albo życiorysu Słowackiego? Dzisiaj nie ma już kanonu. To marnowanie czasu, dzieciństwa i młodości. Tym bardziej że większość tego wyparuje niebawem z mózgu. Wolałabym, aby szkoła uczyła mądrze zdobywać informacje – selekcjonować je i przetwarzać krytycznie. Rozpoznawać wiarygodne źródła i prawdziwych ekspertów.

jakiej szkoły chciałabym dla dzieci 4

Aby pokazała, że wiedza się łączy.

Wiem, że dzisiaj specjalizacja w zawodach jest coraz bardziej zaawansowana – ludzie spędzają czas pracy w bardzo wąskim wycinku rzeczywistości. Tym bardziej bym chciała, aby szkoła uczyła, że jednak świat nie jest poszatkowany, ale wszystko się łączy ze sobą – gotowanie z chemią, matematyką i biznesem, historia ze statystyką i socjologią, informatyka z medycyną – można ciągnąć bez końca. Dodatkowy atuty takiego podejścia: uczenie myślenia poza schematami, spojrzenie na zagadnienia z innej perspektywy, zdobycie nowych kompetencji, które niespodziewanie można wykorzystać. Nic dziwnego, że nowoczesne szkoły odchodzą od uczenia w ścisłym podziale na przedmioty.

 

jakiej szkoły chciałabym dla dzieci 2

Aby dawała wybór i nie oceniała numerkami.

Chciałabym, aby pozwoliła mojemu dziecku uczyć się tego, co je naprawdę pasjonuje. Myślę, że dobrze mieć podstawową wiedzę z różnych przedmiotów – ale nie da się być mistrzem we wszystkim! Ocenianie przez cyferki (stopnie), z których wyciąga się średnią arytmetyczną, wydaje mi się absurdalne. Nawet zwolennicy tradycyjnej edukacji wyznają, że ma niewiele wspólnego z obiektywną oceną, a niemało ze statystykami, raportami oraz porównywaniem uczniów. Tym bardziej absurdalne wydaje mi się tracenie czasu na naukę dla samego stopnia, tego, co w ogóle nie interesuje albo zwyczajnie męczy.

jakiej szkoły chciałabym dla dzieci 3

Aby pozwoliła dziecku być kreatywnym i wyrażać siebie.

Czas dorastania i dojrzewania to nie tylko ładowanie informacji do mózgu, ale też czas burzliwych zmian i kształtowania charakteru. Chciałabym, aby szkoła była miejscem, gdzie moje dziecko czuje się … szczęśliwe. Czyli może wyrażać swoje odczucia, opinie, wątpliwości, zadawać „głupie” pytania, uczyć się rozmawiać z innymi. Cenić, że ktoś myśli albo widzi sprawy inaczej. Aby oryginalne pomysły były doceniane, nawet jak zaburzają „tok lekcji”. Aby też dzieci mogły wyrażać siebie na zajęciach artystycznych prowadzonych w mądry, niesztampowy sposób.

Aby uczyła szacunku, zaufania i mądrego przewodnictwa.

Potocznie się mówi, że od wychowania jest dom. No ale … w szkole dziecko spędza ogromną część swojego czasu, uczy się, jak żyć w społeczności. To tu przesiąka kulturą i zasadami, jakie potem będzie powielało w pracy, w lokalnej społeczności i w życiu publicznym. Dlatego bym bardzo chciała, aby szkoła nie była oparta na sztywnej hierarchii, ślepym podporządkowaniu, narzekaniu na „niesforne dzieci lub młodzież”. Chciałbym, aby nauczyciel miał prawdziwy autorytet, był przewodnikiem, który prowadzi dzieci do samodzielności, a nie musi realizować „program”. Aby głos dziecka był tak samo ważny, jak nauczyciela, a nawet ważniejszy od dyrektora.

jakiej szkoły chciałabym dla dzieci 5

Aby uczyła odwagi i przedsiębiorczości.

Przyznam, że nie zależy mi na tym, aby dziecko znało wszystkich „ważnych pisarzy” albo prawa fizyki. Nie chcę też, aby przesiadywało w szkole długie, męczące godziny, poza możliwościami koncentracji młodego człowieka, „słuchając” nauczyciela. Chcę, aby nauczyło się za to, jak można wiedzę wykorzystać, jak się ta wiedza przekłada na życie (nawet kultura albo literatura). Chcę, by zdobywając wiedzę, miało możliwość kontaktowania się ze światem zewnętrznym, a nie siedziało w zamkniętej wieży.

jakiej szkoły chciałabym dla dzieci 6

Aby uczyła współpracy i poczucia wspólnoty.

Nie chcę, aby moje dziecko spędziło wiele lat życia w ławkach, gdzie dzieci siedzą nieruchomo odwrócone do siebie tyłem. Chciałabym, aby nauczyło się, jak ważna w życiu jest współpraca, rozmowa, robienie czegoś wspólnymi siłami, pomaganie sobie nawzajem, praca w projektach z różnymi ludźmi o różnych charakterach i poglądach. Ale aby nie było to robione na siłę, z poszanowaniem temperamentów, introwertyków, dzieci wrażliwych.

jakiej szkoły chciałabym dla dzieci 7

Aby mogło się bawić i uczyć … z przyjemnością.

Dzisiejsza nauka już udowodniła, że człowiek najlepiej się uczy, jest najbardziej kreatywny, gdy odczuwa entuzjazm i nie ma nad sobą presji oceny lub porównań. Dzieci najlepiej uczą się … bawiąc. Dlatego bardzo bym chciała szkoły, która umie to uwzględnić, potrafi zachęcić dzieci do zdobywania wiedzy z entuzjazmem, przez zabawę (i umożliwia prowadzenie takich zajęć nauczycielom). Jednocześnie przekazuje coś bezcennego: praca i nauka nie muszą być formą niewolnictwa. Aby osiągnąć dobre wyniki i sukces potrzebny jest wysiłek, determinacja i wgłębienie się w wiedzę, a nie uczenie się z przymusu do klasówki.

jakiej szkoły chciałabym dla dzieci 8

Aby uczyła też paru innych spraw.

To już takie mega-marzenie. Możliwe? Hmm. Zależy od mądrości nauczycieli, ich przygotowania, systemu, kultury, jaką szkoła jest przesiąknięta. Byłoby jednak cudowne, gdyby nie tylko dom, ale i szkoła uczyła, że warto być myślącym, samodzielnym, nieulegającym manipulacjom człowiekiem, który dodatkowo umie zadbać o siebie, swoje zdrowie i emocje. Aby były rozmowy o odpowiedzialności człowieka za swoje najbliższe otoczenie, za lokalną społeczność, za przyrodę – o tym, że może wpływać na siebie i swoją rzeczywistość.

Sami powiedzcie, czy jestem beznadziejną idealistką, czy może realistką? Takie szkoły są już w Polsce i na świecie…

 

Obserwuj
Podobał Ci się ten wpis? Proszę, udostępnij go dalej. Dziękuję!