Muzyka i śpiewanie w domu – porady, jak je zaprosić do naszej codzienności

Witam jeszcze raz muzycznie, po poprzednim poście, gdzie dzieliłam się z Wami wrażeniami i doświadczeniami z zapraszania żywej muzyki do codzienności! Teraz czas na praktyczne porady, jak mogą pojawić się muzyka i śpiewanie w domu. Kieruję je do osób, które chciałyby, aby muzyka była z nimi na co dzień. Chciałyby śpiewać (z dziećmi, przyjaciółmi, rodziną), ale nie potrafią się przełamać. Chciałyby grać na instrumencie, ale nie wierzą w siebie, bo ktoś im kiedyś wmówił, że robią to „źle” lub nie mają słuchu. Czują przy tym, intuicyjnie, że muzyka miałaby na nich dobry wpływ. Nic dziwnego, bo zalety aktywnego grania i śpiewania ludzie znają od tysięcy lat, a nauka dziś je potwierdza.  Poprawa nastroju, kojenie nerwów, poprawa koncentracji, pamięci, kreatywności, rozwijanie wrażliwości i odporności na stres, zbliżanie ludzi to tylko część tej długiej listy!

Smykowania - muzyka i śpeiwanie dzieci

Jeśli ktoś nie czytał poprzedniego posta, zapraszam, bo jest tam też trochę ciekawych informacji o domowym graniu i śpiewaniu. Podzieliłam się moją historią, jak ja roztapiałam powoli moją blokadę przed śpiewaniem i graniem. Poniżej praktyczne porady, moja wiedza wyniesiona ze studiów, z życia i warsztatów. Szczególnie wielką inspiracją i zastrzykiem motywacji była dla mnie zaraźliwa energia muzyczna Marcina Steczkowskiego (twórcy projektu Chór Chór Hurra, u którego miałam przyjemność uczestniczyć w weekendowych warsztatach otwierających na głos, śpiew, dźwięk, rytm i melodię (więcej w poprzednim poście).

A oto porady, jak zaprosić śpiew i granie do własnego życia:

  1. Zadbajcie o swoje ciało i … struny głosowe.

Wiecie, że większość ludzi, którzy uważają, że nie umieją śpiewać, mogliby z powodzeniem cieszyć się własnym głosem i śpiewem? Na warsztatach dowiedziałam się, że mamy często pospinane mięśnie wokół strun głosowych (mięśnie szyi, karku), co bardzo wpływa na wydobywanie głosu. Dlatego zajęcia zaczęliśmy od ćwiczeń rozluźniających i relaksu. Drugim „blokerem” strun jest właśnie nastawienie, traumy z dzieciństwa, gdy śpiew, ekspresja własna były wyśmiewane i oceniane. Okazuje się, że o wiele więcej osób umie śpiewać, niż się nam wydaje. A może zdecydowana większość?? Marcin Steczkowski opowiadał, że nawet nasz język przygotowuje nas do śpiewu, gdyż jest z natury melodyjny.

Muzyczny kształt

  1. Odnajdujcie muzykę wokół siebie.

Pamiętacie musical Björk „Tańcząc w ciemnościach”, w którym dziewczyna z fabryki słyszała wszędzie muzykę? Marcin Steczkowski słyszy śpiew w rozmowach kobiet, które „falują” głosem. Wszystko może być śpiewem i muzyką. Rytm kroków, szum wody, śmiech, stukanie przedmiotów, wiatr. Wsłuchujcie się w otoczenie – odnajdujcie ciekawe dźwięki, rozwijajcie słuch i muzyczną wyobraźnię. Pamiętam, jak moja córka wzięła patyk na spacerze i „szurała” nim po wszystkich mijanych płotach i ogrodzeniach. Sama zauważyła, że każdy płot wydaje inny dźwięk, ma inny rytm. Było to bardzo przyjemne, bo drewno, które stuka o regularne drewniane lub metalowe elementy wydaje rytmiczne, miłe dla ucha dźwięki.

  1. Śpiewajcie, nawet gdy nie umiecie.

Dla małych dzieci kontakt z żywą melodią, jej wibracjami ma o wiele silniejsze oddziaływanie niż muzyka puszczona z mp3 lub płyty. Śpiewający rodzice (wujkowie, ciocie, babcie, dziadkowie, znajomi?) przekonują, że śpiewanie jest ważne i fajne nie tylko dla małych dzieci. Zawsze wnoszą energię do życia, a dzieci uczą się przez naśladowanie. Myślisz, że fałszujesz? Nie ma co się przejmować – i tak dla małych dzieci ważniejsze jest, że w ogóle śpiewasz, wydajesz głos NA ŻYWO. Można zacząć od najprostszych melodii, mruczenia, podśpiewywania szeptem. Z czasem ciało się rozluźni, lęki się rozproszą i wtedy dopiero będzie możliwe wsłuchanie się w swój głos. Będzie można poczuć uzdrawiające działanie ekspresji.

Muzyka i śpiewanie w domu

  1. Wygłupiajcie się, bawcie się dźwiękiem i głosem.

Domowym sposobem na przełamanie impasu może być właśnie zabawa dźwiękami i głosem. Improwizacje, wygłupy, a nawet recytowanie wierszy w formie śpiewano-rytmicznej. Doskonale nadają się do tego wiersze Tuwima i Brzechwy oraz dziecięce ponadczasowe piosenki. Na warsztatach bawiliśmy się głosem i rytmem przy wierszu „Na straganie”. Okazało się, że można z niego zrobić wersję hip-hopową, jazzową albo śpiewać w formie hymnu :).

Inną formą rozkręcenia się muzycznego jest wydawanie z siebie różnych dźwięków (też to było na warsztatach i jest to praktyka osób profesjonalnie przygotowujących się do śpiewu) – zwierząt, instrumentów, przedmiotów. Albo krótkie melodie, typu „pam-pam-pam”, „ba-ba-ba”, „tirli-tirli”. Dzieci to uwielbiają, a dorośli mogą zdziwić się wzrostem własnej kreatywności! Po warsztatach ośmieliłam się i więcej bawiłam się z dzieckiem. Na zasadzie „śpiewanej” rozmowy albo wygłupów. Bardzo spodobały się różne „pam pam pam”, rampapa”, „turlutu”. Teraz już córka podrosła i woli słuchać swojego głosu, ale czasem jeszcze spontanicznie zdarza nam się coś „podchwycić” razem :). Oby jak najdłużej!

  1. Dajcie dziecku przestrzeń do „występów” i własnych improwizacji.

Dorośli bardzo lubią dziecięce występy. Wszystkich zachwyca parolatek, który śpiewa lub tańczy, bo to sam urok i czar osobisty. Sama lubię te występy, ale nie traktujemy ich popisowo. Wyrażamy naturalną radość, entuzjazm, słuchamy, czasem się przyłączamy – bez pretensjonalnego chwalenia dziecka. Dziadek nauczył Sienę „ukłonu artysty” na koniec występu (mocne zgięcie w pół) i przez jakieś dwa lata zawsze z wielką powagą tak kończyła występy. Gdy jest zmiana ról, podchwytujemy tę konwencję i też się kłaniamy.

 Najbardziej jednak lubię spontaniczne działania. Gdy Siena była bardzo mała, często coś wyśpiewywała w dziwnym języku – nazywałam to śpiewaniem po islandzku. Czasem robiła opery, czyli ćwiczenia maksymalnej siły głosu. Jeśli to nie jest miejsce publiczne, nikt nie protestuje. Któregoś dnia znalazła w szkatułce z pozytywką parę ptasich piórek. Założyła długie korale, wzięła w ręce piórka, poprosiła w melodyjkę ze szkatułki i zaśpiewała (oraz zatańczyła) do niej piosenkę o tym … że ma ręce piórka. Dorosły wcześniej pomyślałby, że to banalne, a dziecko zrobi z drobnej rzeczy coś niezwykłego. Uczmy się od naszych dzieci :). Muzyka i śpiewanie w domu może być czymś naturalnym.

Muzyka i śpiewanie w domu

  1. Grajcie, na czym się da.

Granie na garnkach to już klasyka. Starze dzieci mogą też na szklankach napełnionych wodą – każda do innej wysokości. Słuchanie piosenki z odtwarzacza można urozmaicić taką perkusją. U nas w domu była niedawno spontaniczna sesja w kuchni z użyciem azjatyckich pałeczek do jedzenia. Nawet klepanie po udach albo stukanie w stół może okazać się świetnym akompaniamentem. U nas odkryciem ostatnio są duże puszki na herbatniki – które przydają się też w czasie wokalnych występów ;).

  1. Kupujcie instrumenty

Warto też zadbać o dostępność instrumentów, by dziecko mogło sięgnąć po ten, który je zainteresuje. U nas czasem jakiś prosty instrument jest akompaniamentem do utworu z odtwarzacza. Na przykład marakas do rytmicznej piosenki o dżungli.

Jakie instrumenty? W miarę solidne. Nie kupuję atrap i imitacji, bo nie cierpię karykaturalnych dźwięków, jakie wydają. Zbieramy instrumenty, które są w miarę oryginalne i dobrej jakości. Oczywiście te profesjonalne są często drogie. Domowa kolekcja dla najmłodszych dzieci nie kosztuje jednak fortuny. Oto co mieliśmy przez pierwsze lata życia dziecka:

– odziedziczone pianino, flet ze starych czasów

– harmonijka do dziadka

– zwykłe dzwonki oraz kanadyjski dzwoneczek na niedźwiedzie od wujka

– drewniane marakasy, tamburyn, werbel z dziecięcych sklepów – ale w miarę solidne

– koguciki, ptaszki, gwizdki

– gong kupiony w sklepie muzycznym

– okazjonalnie gitara elektryczna wujka i akordeon cioci

– dzwonki (popularnie nazywane cymbałkami) – warto kupić jakieś droższe, przeznaczone dla dzieci. My kupiliśmy w sklepie Muzyka W Kolorach Tęczy – mają piękny dźwięk.

Teraz dokupiliśmy ukulele sopranowe (lepsze dla małych dzieci ze względu na rozmiar) w sklepie nauczsięgrac.pl. Polecam, prowadzący to pasjonata, który sprawdza każdy instrument i traktuje klienta indywidualnie. Na razie Siena głównie improwizuje – za to tata mocno się wciągnął i też drogą improwizacji … nauczył się grać świetne melodie! Ja nie mam tyle odwagi, muszę nauczyć się „nutek”. Ale może z czasem… 😉

Muzyka i śpiewanie w domu ukulele

  1. Kolekcjonujcie dobre płyty według własnych upodobań.

Dzieci mają swoją muzykę, którą lubią. Różne płyty i piosenki o żabkach, przedszkolakach, pchełkach itd. Gdy nasze dziecko było małe, słuchaliśmy na youtubie francuskich piosenek dla dzieci, bo trudno mi znaleźć dobre polskie wykonania  w sieci (może ktoś coś poleci?).

Ale fajnie, jak słuchają też z nami tej dorosłej, bo mają szansę poznać różne dźwięki, gatunki, style i światy. Wybierajcie zgodnie z Waszymi preferencjami. Pisałam o Czajkowskim w poprzednim poście i wyborach rodziców, które powinny być indywidualne. U nas na przykład jest duża mieszanka – klasyka polskiej piosenki, swing z XX wieku. Był też czas dla płyty z … muzyką dworską i „tańcem słoni”, czasem klasyka, czasem coś współczesnego.

Muzyka i śpiewanie w domu

  1. Słuchajcie muzyki na żywo – by poczuć jej wibracje!

Nic nie zastąpi muzyki na żywo! Na szczęście są Smykofonie. Czasem trafi się koncert na żywo, szczególnie w okresie wakacyjnym. Pamiętam z lata przed pandemią przepiękne wykonania polskich piosenek (Ewy Demarczyk, Kory, Maryli Rodowicz) w interpretacji Magdy Król, które też bardzo podobały się małej Sienie, a mi wydawały się lepsze od oryginałów! Niektórzy jeżdżą z małymi dziećmi na festiwale, ale ja nie mam tyle energii i czuję, że jest trochę za głośno i za tłoczno z małym dzieckiem. Gdy podrośnie, chętnie zacznę „bywać” (póki jeszcze z rodzicami będzie ok;)). Marzy mi się wspólna wyprawa na „Dziadka do Orzechów” w okresie świątecznym. Być może w przyszłym roku, gdy już ta pandemia przejdzie do przeszłości, brr.

  1. Muzykujcie razem – nieważne jak wychodzi – ważne, że razem. Muzyka i śpiewanie w domu to radość i wspólny czas, a nie lekcje.

Warto się przełamać i zacząć choćby od prostych dźwięków i rytmów. Oswoimy wtedy nasze „upiory z dzieciństwa” i znikną nagle w toku zabawy. Przecież nie o talent tu chodzi, ale o radość, wrażliwość, odprężenie i wspólne przeżywanie. A  to jest o wiele ważniejsze. Muzyka jest dla dziecka językiem. Dla nas też może być.

follow
Podziel się…