kreatywnoscdziecka.pl

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in posts
Search in pages
Filter by Categories
Drukowanie
Duży format
Edukacja
Edukacja artystyczna
Formy przestrzenne
Kolaż
KREATYWNY DOM
Lepienie
Malowanie
Malowanie w akcji
Natura
O kreatywności
Ozdoby
Rozwój dziecka
Rysowanie
Sensoplastyka
Sztuka dziecka
Taniec
WIEDZA
Wycinanie
ZABAWY
Zajęcia plastyczne

Ogródek warzywny z dzieckiem

Ten post to opowieść całkowitego dyletanta w temacie ogrodnictwa (to o mnie), który … założył ogródek warzywny z dzieckiem i … udało mu się! Dziś chcę Was przekonać, że to przedsięwzięcie warte zachodu. Na każdym etapie będzie pretekstem do zajęć, które dają relaks, satysfakcję i okazję do ciekawych zabaw z dzieckiem. A że czasem podwiędnie, czasem coś urośnie robaczywe? Nieważne. I tak ogólny bilans będzie zdecydowanie na plus! (No chyba że już w ogóle ktoś nie podlewa ;))

Ogródek warzywny z dzieckiem – niemożliwe staje się możliwe

Aby nie stresować rodziców, którym naprawdę trudno znaleźć na to czas, od razu przyznaję, że mieliśmy też spore wsparcie mojej mamy, babci Sieny, która użyczyła nam kompostu i nie raz podlała nasze grządki. Były dni (eh, tygodnie?), że bez tego pewnie marnie by uschły, a tak doczekaliśmy się prawdziwych plonów. Z drugiej strony to babcia zdecydowanie odradzała nam sadzenie warzyw „na tym piachu”, a teraz, przekonana naszymi doświadczeniami, sama zaangażowała się w projekt  pod tytułem „Ogródek warzywny z dzieckiem”. Mieliśmy więc dodatkową lekcje: niemożliwe staje się możliwe :).

ogródek warzywny

A „niemożliwe” dla mnie jeszcze z paru innych względów. Już parę sezonów próbuję bezskutecznie znaleźć czas, by zadbać o taras-gigant w naszym warszawskim mieszkaniu. Systematyczne podlewanie nie jest moim ulubionym zajęciem. Nie wiem prawie nic o ogrodnictwie. Ale za to kocham przyrodę, kontakt z nią jest dla mnie niezbędny do życia, lubię warzywa, a w domu mam parolatkę. Chcę, by rozwijała ciekawość świata, przedsiębiorczość, wspólne działanie i miłość do przyrody. Ogródek warzywny wydaje się idealnym doświadczeniem. Pomyślałam więc: jeśli nie teraz, to kiedy??? Poza tym jedną z jej ulubionych książek jest przesympatyczna  “Działka Dziadka Działkowicza”. To ona też  w dużym stopniu zainspirowała mnie – swoim ciepłem, humorem i zachętami, nawet dla mieszczuchów, by doświadczyli, jak to jest dbać o rośliny i robić coś, co zbliża ludzi.

Pierwsze laboratorium – ziemia, kompost i nasiona

ogródek warzywny - grabienie

Nawieźliśmy więc trochę ziemi z podarowanym przez babcię kompostem. W tym roku, gdy nasz projekt – ogródek warzywny z dzieckiem – poszerzył się o dodatkowe grządki, było nawet wspólne przesiewanie kompostu. Okazuje się, że moje dziecko sporo wie na ten temat, a nawet … odwiedza kompostowy zakątek wspólnie z psem. No cóż, to jest dla dzieci i psów chyba, eeeh, …ciekawe miejsce?… 🙂 Są tam też dżdżownice… Siena już wie, że w resztkach jedzenia są składniki odżywcze, które potem dostają się do ziemi i do warzyw. Że dżdżwonice spulchniają ziemię i kompost, żywią się resztkami i ziemią. Że kompost najpierw wygląda niefajnie, ale potem może zamienić się w urodzajną ziemię. Że trzeba go przesiać. Mamy tu biologię, ekologię, chemię i doświadczenie współpracy w jednym. Nawet babcia przyznała, że nie miała takiej wiedzy jako mała dziewczynka, a wychowywała się blisko przyrody.

ogródek warzywny przesiew kompostu

Ogródek warzywny z dzieckiem, jak czułam, do doskonałe miejsce poznawania i nauki. Takiej prawdziwej, opartej na wspólnej pracy, obserwacji i doświadczaniu. Trzeba przygotować powierzchnię, powyrywać chwasty, spulchnić ziemię, zrobić grządki i zasiać nasiona. Każde warzywo ma inne nasiona! Jedne są wielkie, jak od dynii, cukinii albo kabaczka – inne maleńkie jak ziarenka maku. Dołek musi być nie za płytki (by nie wywiało nasion) i nie za głęboki, by miały szansę się wybić. Oczywiście siane odbywało się daleko od standardów prawdziwego ogrodnika i od instrukcji, ale w końcu … przecież zaswsze coś wyrośnie 🙂. Dotykamy ziemi, czujemy jej zapach, ciężar, grzebiemy w niej. Mamy też „glinową górkę” tuż obok, która jest wspaniałym materiałem sensorycznym – trochę jak glina artystyczna, trochę jak ziemia.

ogródek warzywny - gliniana górka

ogródek warzywny - ziemia

Natura bez edycji

Po wysianiu jest podlewanie i pielenie. Tu już różnie bywało… Ale warzywa przetrwały, a nawet nie było im tak źle, skoro w większości wyrosły! Rzodkiewki całkiem robaczywe, ale koperek był wspaniały! Szukałyśmy czasem robaków w ziemi. Ja w ramach terapii wstrząsowej na pozbycie się obrzydzenia. W zeszłym roku udawałam, że patrzę ostrym wzrokiem. Ta metoda ogródkowa działa – w tym roku patrzę „na ostro” na dżdżownice 🙂. Siena za to całkiem naturalnie bierze je do ręki i innych mieszkańców naszego ogródka. Trochę w przedszkolu złapała, że to „fe”, ale na szczęście jej minęło. Kontakt z naturą robi swoje. Wierzę, że dzieci , które nie są od małego uczone, że są rzeczy „obrzydliwe” będą w przyszłości zdrowsze psychiczne. Tak intuicyjnie to czuję. Szczególnie, gdy już – ogółem – więcej patrzymy na edytowane zdjęcia w mediach społecznościowych niż na naturę.

ogródek warzywny z dzieckiem nasionka

ogródek warzywny z dzieckiem

ogródek warzywny z dzieckiem

Ogródek rośnie i rośnie

Uprawianie ogródka trzyma nas bliżej natury i jej cyklów. Jest czas na sianie, podlewanie, pielenie i oczekiwanie, podglądanie, czy coś wyrosło. Uczymy się, o jakiej porze sadzi się jakie warzywa (na szczęście wszystko jest na opakowaniach z nasionami). W tym roku zasialiśmy już całe poletko eksperymentalne – po parę grządek kabaczka, buraczków, szpinaku, jarmużu, koperku, odrobinę marchewki, pietruszki i rzodkiewek (najgorzej wyszły w zeszłym roku) a potem jeszcze cukinii, fasolki szparagowej, groszku i dyni. Babcia, towarzysząc nam czasem,  wzięła się za swoje truskawki i posadziła między nimi cebule. Siena wsadziła sobie na chybił trafił główki czosnku i … rosną! To duża radość patrzeć, jak na ziemi pojawiają się maleńkie roślinki w grządkach, które powoli przybierają kształty znanych warzyw. To dodatkowa zabawa – rozpoznać, co to za warzywo?

ogródek warzywny z dzieckiem

ogródek warzywny kwiaty fasoli

ogródek warzywny fasolka

Obserwacja, jak zmieniają się rośliny była niesamowita. Nagle w miejsce kwiatu pojawia się maleńka cukinia, która rośnie i rośnie! Dynie chyba powiększają się z godziny na godzinę! O dziwo, w kompoście, najbardziej mrocznym miejscu naszego dużego ogrodu, nasiona dyni same się wysiały i rosły szalenie niczym roślina z filmu science-fiction, która zamierza opanować całą planetę. Na grządkach, na gałązkach w miejsce kwiatów pojawia się coraz więcej strąków fasolki szparagowej, której w pewnym momencie jest całe zatrzęsienie. Każda roślina jest inna, wyjątkowa. Parolatek (mistrz obserwacji)  obserwuje to i chłonie…

dynia gigant

Zbierzesz, co zasiałeś

Potem jest czas zbiorów, chyba najprzyjemniejszy! Wiele warzyw zjadaliśmy na bieżąco. W pewnym momencie miałam nawet przesyt cukinii, które uwielbiam.  Oczywiście różne to bywa u parolatka z jedzeniem warzyw… Najważniejsze, że stają się częścią życia – czymś naturalnym, co jest w domu i może być na talerzu :).

ogródek warzywny z dzieckiem

ogródek warzywny z dzieckiem

Wiele mówi się teraz o przytruwaniu dzieci przetworzonym jedzeniem, braku kontaktu z naturą, braku ruchu, wspólnych zajęć z rodzicami i presji na naukę do egzaminów. Dla mnie ogródek warzywny to takie antidotum na te wszystkie problemy. Wydaje się, że zajmuje sporo czasu, gdy jest się zabieganym i nie ma się ogrodniczego bakcyla, ale daje nam też ramy (lub mobilizację)  dla działań terapeutycznych wobec powyższych bolączek. Mamy przed sobą „konkrety” – sianie, pielenie, podlewanie, nawożenie, zbieranie. Ważne, by dziecka nie zmuszać, nie oczekiwać nie wiadomo jakiej wydajności albo rezultatów. O tym, jak rozmawiać z dzieckiem, by nie zdusić jego naturalnej kreatywności i ciekawości świata więcej pisałam tutaj.

Prawda jest taka, że po wysianiu jednej grządki parolatek często znudzi się konkretną robotą i będzie obok grzebał w ziemi – a my wtedy (szybciej :)) dokończymy. Liczy się wspólnie spędzony czas, doświadczanie, kontakt z naturą i różne zabawy „naokoło”, a także nauka z życia, a nie z ślęczenie nad nic nie mówiącymi lekcjami z biologii, chemii lub geografii. Nagle pojawia się czas, by poczuć upojny zapach kwiatów kwitnącej czereśni albo zebrać z krzaka aronie. Te rzeczy nabierają znaczenia. W końcu to po nich zosaną wspomnienia z dzieciństwa – smaki, zapachy, sytuacje itd.

ogródek

Tak, tak – prowizorka lepsza niż “nie wiadomo kiedy”, czyli “nigdy”

Jest jeszcze jeden sekret sukcesu: nie trzeba się „sadzić” (takie odniesienie do ogrodnictwa ;)) na nie-wiadomo-jaki-projekt. Zbytnio przyzwyczailiśmy się, że wszystko ma być „stylowe”, w pięknych doniczkach, wyglądać dobrze na zdjęciach. Warto w tym wypadku postawić na prowizorkę. Chyba że ktoś ma mnóstwo czasu, kocha ogrodnictwo i chce się pochwalić sesją zdjęciową. Ale to już inny cel niż wspólny czas i doświadczanie z dzieckiem. Zeszłego lata na Mazurach widziałam, jak miejscowi po prostu sadzą czasem warzywa „gdzie popadnie”, aby tylko urosło. Znajdźcie więc odpowiedni kawałek ziemi, skrzynkę, ziemię i nasiona. Potem już zostaje podlewanie i pielenie od czasu do czasu, by coś zakiełkowało 🙂 – dosłownie i w przenośni.

ogródek warzywny

ogródek warzywny - zbiory cukinii

Szacunek i bliskość z naturą

Wiele mówi się o potrzebie zwiększenia świadomości dzieci (dorosłych tym bardziej!) w temacie ekologii. Bo przecież Ziemia już ledwo daje radę, a ona ma kiedyś żywić nasze dzieci. Pytanie tylko, jak to robić?? Jeśli straszymy i nakazujemy, efekt może być odwrotny – niechęć i dodatkowo poczucie lęku. W swojej głębokiej i inspirującej książce “Ostatnie dziecko lasu” Richard Louv radzi, by po prostu zapewnić dzieciom kontakt z przyrodą na podstawowym poziomie. Cytuje Rachel Carlson: Jeśli dziecko ma zachować swoje wrodzone poczucie zachwytu, potrzebuje towarzystwa co najmniej jednego dorosłego, z którym może się nim podzielić, na nowo odkrywając z nim radość, entuzjazm i tajemnice świata, w którym żyjemy”

ogródek warzywny z dzieckiem dynie

ogródek warzywny z dzieckiem

Sama się przekonałam, że własny ogródek to, jeśli już go zaczniemy, wiele fascynujących i kojących doświadczeń, które zbliżają nas do natury i pomagają ją docenić: dotyk i zapach ziemi, wkładanie nasion, obserwowanie, jak “w oczach rosną”, zbieranie plonów, wspólne gotowanie. Uczy cierpliwości, wytrwałości, systematyczności. Uczy o cyklach natury, porach roku, pogodzie, ziemi. Podaje “na żywo” wiedzę z wielu szkolnych podręczników. Zbliża pokolenia i mobilizuje do bardziej warzywnej kuchni, gdy ma się już “materiał” pod ręką. Jest też na pewno źródłem inspirujących materiałów otwartych, ktore rozwijają wyobraźnię i kreatywność, o których pisałam w innym poście. Nie wiem, jak uda nam się przez następne lata zajmować naszym ogródkiem, ale chciałabym, aby został z nami na długo.

follow
Podziel się…
Close Menu
%d bloggers like this: