Ogródek warzywny z dzieckiem

Chcę z Wami podzielić się historią, jak założyłam z córką (i dużą pomocą babci) ogródek warzywny oraz, co z tego wynikło. Będzie to opowieść dyletantki, bo do wielkich ogordników nie należę. Trudno mi zachować systematyczność w takich sprawach. Ale ogródek dał nam tyle radości, że chcę Was mimo tego namówić do podobnych działań. Tym bardziej, że nawet tacy jak ja znajdą w nim miejsce, gdzie można się “zresetować”, spędzić fajnie czas z dzieckiem i sporo nauczyć. Gdy dzieci są w miarę małe, to najlepszy moment na takie decyzje, bo oprócz warzyw macie bezcenną “wartość dodaną”. A że czasem coś podwiędnie, czasem coś urośnie robaczywe? Nieważne. I tak ogólny bilans będzie na plus.

Ogródek warzywny z dzieckiem – niemożliwe staje się możliwe

Od razu przyznaję, że mieliśmy też spore wsparcie mojej mamy, babci Sieny, która użyczyła nam kompostu i nie raz podlała nasze grządki. Były dni (eh, tygodnie?), że bez tego pewnie marnie by uschły, a tak doczekaliśmy się prawdziwych plonów. Z drugiej strony ta sama babcia zdecydowanie odradzała sadzenie warzyw „na tym piachu”, ale nasz upór i widoczne rezultaty przekonały ją do kontynuowania projektu „Ogródek warzywny z dzieckiem”.   Mieliśmy więc dodatkową lekcje: niemożliwe staje się możliwe :).

ogródek warzywny

Nie wiem prawie nic o ogrodnictwie. Ale kontakt z naturą jest dla mnie kojący, lubię jeść warzywa, a w domu mam parolatkę. A w tym wieku wiadomo – grzebanie w ziemi, błoto, woda, rośliny, wspólne działanie i ciekawość świata są ważne. A co może połączyć to wszystko? 🙂 Właśnie ogródek. Pomyślałam więc: jeśli nie teraz, to kiedy? I po prostu wzięliśmy się do roboty. Kupiłam nasiona, babcia dała kompost, dziadek w czasie odwiedzin przekopał poletko i tak się zaczęło. Dodam, że od dłuższego czasu czytaliśmy regularnie  “Działkę Dziadka Działkowicza”. Jej ciepło, humor i porady dla mieszczuchów w dużym stopniu nas zainspirowały. Tak było w zeszłym roku.

Pierwsze laboratorium – ziemia, kompost i nasiona

ogródek warzywny - grabienie

W tym roku, gdy nasz projekt poszerzył się o dodatkowe grządki, było nawet wspólne przesiewanie kompostu. Okazuje się, że moje dziecko sporo wie na ten temat, a nawet … odwiedza kompostowy zakątek wspólnie z psem. No cóż, to jest dla dzieci i psów chyba, eeeh, …ciekawe miejsce?… 🙂 Są tam też dżdżownice… Siena już wie, że w resztkach jedzenia są składniki odżywcze, które potem dostają się do ziemi i do warzyw. Że dżdżwonice spulchniają ziemię i kompost, żywią się resztkami i ziemią. Że kompost najpierw wygląda niefajnie, ale potem może zamienić się w urodzajną ziemię. Że trzeba go przesiać. Mamy tu biologię, ekologię, chemię i doświadczenie współpracy w jednym. I jest to wiedza zdobyta z życia, własnego doświadczenia – o wiele cenniejsza niż sucha teoria.

ogródek warzywny przesiew kompostu

Trzeba było przygotować powierzchnię, powyrywać chwasty, spulchnić ziemię, zrobić grządki i zasiać nasiona. Każde warzywo ma inne nasiona! Jedne są wielkie, jak od dynii, cukinii albo kabaczka – inne maleńkie jak ziarenka maku. Dołek musi być nie za płytki (by nie wywiało nasion) i nie za głęboki, by miały szansę się wybić. Oczywiście siane odbywało się daleko od standardów prawdziwego ogrodnika i od instrukcji, ale w końcu … przecież zawsze coś wyrośnie :). Ćwiczymy obserwację, cierpliwość i systematczność. Dotykamy ziemi, czujemy jej zapach, ciężar, grzebiemy w niej. Mamy też „glinianą górkę” tuż obok, która jest wspaniałym materiałem sensorycznym – trochę jak glina artystyczna, trochę jak ziemia.

ogródek warzywny - gliniana górka

ogródek warzywny - ziemia

Natura bez edycji

Po wysianiu jest podlewanie i pielenie. Tu już różnie bywało… Ale warzywa przetrwały, a nawet nie było im tak źle, skoro w większości wyrosły. Rzodkiewki całkiem robaczywe, ale koperek był wspaniały! Szukałyśmy czasem robaków w ziemi. Ja udawałam, że szukam i udawałam, że patrzę ostrym wzrokiem na dżdżownicę. Ale już nie mam automatycznie odruchu ucieczki, więc jest progres w oswajaniu się z naturą. Siena za to całkiem naturalnie bierze je do ręki. Kontakt z przyrodą sprawia, że wszelkie żywe stworzenia traktuje naturalnie, mimo, że dla koleżanek z przedszkola są “fe”. Interesuje się przy tym w dziecięcy sposób pojętą weterynarią i medycyną. Ostatnio na przedszkolnym ogródu zrobiła “domek dla gąsienicy” i przyznała, że “już się nie wstydzi ślimaków”, po czym położyła sobie jednego na twarzy. “Wstyd” może więc dla dziecka być odruchem obronnym wobec czegos nieznanego.

ogródek warzywny z dzieckiem nasionka

ogródek warzywny z dzieckiem

ogródek warzywny z dzieckiem

Ogródek rośnie i rośnie

Uprawianie ogródka trzyma nas bliżej natury i jej cyklów. Jest czas na sianie, podlewanie, pielenie i oczekiwanie, podglądanie, czy coś wyrosło. Uczymy się, o jakiej porze sadzi się jakie warzywa (na szczęście wszystko jest na opakowaniach z nasionami). W tym roku zasialiśmy już całe poletko eksperymentalne – po parę grządek kabaczka, buraczków, szpinaku, jarmużu, koperku, odrobinę marchewki, pietruszki i rzodkiewek, a potem jeszcze cukinii, fasolki szparagowej, groszku i dyni (obawiam się, że za ambitnie, ale … zawsze coś wyrosnie :)). Siena wsadziła sobie na chybił trafił główki czosnku i … rosną! To duża radość patrzeć, jak na ziemi pojawiają się maleńkie roślinki w grządkach, które powoli przybierają kształty znanych warzyw. To dodatkowa zabawa – rozpoznać, co to za warzywo i jak się zmienia.

ogródek warzywny z dzieckiem

ogródek warzywny kwiaty fasoli

ogródek warzywny fasolka

Obserwacja, jak zmieniają się rośliny była niesamowita. Nagle w miejsce kwiatu pojawia się maleńka cukinia, która rośnie i rośnie! Dynie chyba powiększają się z godziny na godzinę! O dziwo, w kompoście, najbardziej mrocznym miejscu naszego dużego ogrodu, nasiona dyni same się wysiały i wzrastały niczym roślina z filmu science-fiction, która zamierza opanować całą planetę. Na grządkach, na gałązkach w miejsce kwiatów pojawia się coraz więcej strąków fasolki szparagowej, której w pewnym momencie jest całe zatrzęsienie. Każda roślina jest inna, wyjątkowa. Parolatek (mistrz obserwacji)  obserwuje to i chłonie…

dynia gigant

Zbierzesz, co zasiałeś

Potem jest czas zbiorów, chyba najprzyjemniejszy! Wiele warzyw zjadaliśmy na bieżąco. W pewnym momencie miałam nawet przesyt cukinii, które uwielbiam.  Oczywiście różne to bywa u parolatka z jedzeniem warzyw… Najważniejsze, że stają się częścią życia – czymś naturalnym, co sami wyhodowaliśmy, zerwaliśmy, jest w domu i może być na talerzu :).

ogródek warzywny z dzieckiem

ogródek warzywny z dzieckiem

Wiele mówi się teraz o przytruwaniu dzieci przetworzonym jedzeniem, braku kontaktu z naturą, braku ruchu, wspólnych zajęć z rodzicami i braku swobodnej zabawy. Dla mnie ogródek warzywny to takie antidotum na te wszystkie problemy. Wydaje się, że zajmuje sporo czasu, gdy jest się zabieganym i nie ma się ogrodniczego bakcyla, ale daje nam też ramy (lub mobilizację) dla działań. Mamy przed sobą „konkrety” – sianie, pielenie, podlewanie, nawożenie, zbieranie. Bez oczekiwania od dziecka systematyczności i wydajności, bo ogródek ma nas zbliżać, a nie stresować. O tym, jak rozmawiać z dzieckiem, by nie zdusić jego naturalnej kreatywności i ciekawości świata więcej pisałam tutaj.

Prawda jest taka, że po wysianiu jednej grządki parolatek często znudzi się konkretną robotą i będzie obok grzebał w ziemi – a my wtedy (szybciej :)) dokończymy. Liczy się wspólnie spędzony czas, doświadczanie, kontakt z naturą i różne zabawy „naokoło”, a także nauka z życia. Gdy już jesteśmy w ogródku, nagle też pojawia się czas, by odkryć, że kwiaty czereśni mają obłędny zapach albo by zebrać z krzaka aronie. Te rzeczy nabierają znaczenia. To po nich zostaną wspomnienia z dzieciństwa – smaki, zapachy, sytuacje itd.

ogródek

Prowizorka lepsza niż “nie wiadomo kiedy”, czyli “nigdy”

Jest jeszcze jeden sekret sukcesu: nie trzeba się „sadzić” (takie odniesienie do ogrodnictwa ;)) na nie-wiadomo-jaki-projekt. Zbytnio przyzwyczailiśmy się, że wszystko ma być „stylowe”, w pięknych doniczkach, wyglądać dobrze na zdjęciach. Warto w tym wypadku postawić na prowizorkę. Chyba że ktoś ma mnóstwo czasu, kocha ogrodnictwo i chce robic wrażenie na innych. Ale to już inny cel niż wspólny czas i doświadczanie z dzieckiem. Zeszłego lata na Mazurach widziałam, jak miejscowi po prostu sadzą czasem warzywa „gdzie popadnie” i … pięknie im rośnie :). Znajdźcie więc odpowiedni kawałek ziemi, skrzynkę, ziemię i nasiona. Potem już zostaje podlewanie i pielenie od czasu do czasu, by coś zakiełkowało i urosło 🙂

ogródek warzywny

ogródek warzywny - zbiory cukinii

Szacunek i bliskość z naturą

Taki ogródek jest o wiele lepszy, aby zwiększyć świadomośc ekologiczną niż wszelkie pouczenia i straszenie. Kontakt z przyrodą na podstawowym poziome doradza w tym celu też  Richard Louv w książce “Ostatnie dziecko lasu”. Jeśli dziecko ma zachować swoje wrodzone poczucie zachwytu, potrzebuje towarzystwa co najmniej jednego dorosłego, z którym może się nim podzielić, na nowo odkrywając z nim radość, entuzjazm i tajemnice świata, w którym żyjemy”, mówi cytowana w książce Rachel Carlson.

ogródek warzywny z dzieckiem dynie

ogródek warzywny z dzieckiem

Dla mnie ogródek warzywny to nie było łatwe do końca doświadczenie, bo lubię drogi na skróty przy takich pracach (czyli zakupy :)). Ale widzę wszystko, co zyskaliśmy: doświadczenie cykli natury, wiedzę o porach roku, pogodzie, ziemi. Podanie “na żywo” wiedzy z wielu szkolnych podręczników. Zbliżenie pokoleń i mobilizację do bardziej warzywnej kuchni, gdy ma się już “materiał” pod ręką. Jest też na pewno źródło inspirujących materiałów otwartych, które rozwijają wyobraźnię i kreatywność, o których pisałam w innym poście.

Mam nadzieję, że zostanie z nami na długo, w większej skali lub doniczkowej ;).

follow
Podziel się…