Papierowe kolaże – o dziecięcych pomysłach

Dziś mam dla Was pomysł na tworzenie kolaży, który z dużym prawdopodobieństwem spodoba się dzieciom, znanym wielbicielom wszelkich naklejanek :). Jest prosty, bo wystarczy zapewnić kolorowy samoprzylepny papier (lub inny, w różnych kolorach lub wzorach plus klej do papieru) oraz cienkopis lub flamaster.  Jest też kreatywny, bo dziecko może samo przetwarzać ten pomysł i materiały na najrozmaitsze sposoby. Siena tą technikę zrobiła całą serię sów. Szczerze mówiąc, to sama ją wymyśliła, o czym za chwilę. Możecie jednak wspołnie zacząć się bawić z dziećmi i zobaczyć, czy im się to spodoba. Ja tak często robię – czasem mój pomysł chwyci, czasem nie, czasem gdzieś powróci, a czasem jest zaakceptowany i nagle zamieniony w całkiem inny pomysł.

Papierowe kolaże – jak zrobić:

Zasada jest prosta. Z kolorowego papieru wycina się bryły i charakterystyczne szczegóły przedstawianego obiektu – może to być zwierzątko, samochód, rakieta, człowiek, domy, kwiaty – cokolwiek dziecko lubi lub chce przedstawić. Już przedszkolaki świetnie dostrzegają, co jest charakterystyczne dla danej rzeczy lub sylwetki. Gdy już bryły są naklejone na kartkę, równie przyjemną fazą jest uzupełnianie i dekorowanie flamastrem lub cieńkopisem według własnych upodobań.

Kolażowa sowa królowa i król

Autentycznie a nie ładnie

Prowadząc blog o kreatywności, mogłabym poprzestać na opisaniu pomysłu, jak robi się krok po kroku takie papierowe kolaże. Staram się jednak pokazywać Wam coś więcej – też samą kuchnię dziecięcego tworzenia. Jeśli chcemy mieć naprawdę kreatywne dzieci, to przecież nie chodzi o to, by realizowały nasze pomysły jako odtwórcy – albo coś, co NAS zachwyci, choć takie podejście bywa bardzo efektowne. Końcowe prace bardzo podobają się rodzicom, bo zaspokoją nasze gusta i potrzeby. Te dziecięce są często bardziej “chropowate”, niepozorne, ale w nich jest prawdziwy duch kreatywności!

Gdy dzieci mają wolność i przestrzeń na swój wybór, będą działać według całkiem innych kryteriów niż nasze. Daleko im do postrzegania estetyki w naszych kategoriach. I nie ma to nic wspólnego z kształtowaniem gustu od najmłodszych lat.  Zgadzam się, że otoczenie i zabawki dziecka powinny być estetyczne. W wypadku materiałów do twórczych zadań sytuacja wygląda całkiem inaczej. Oczekiwanie, że coś będzie ładne lub oryginalne ogranicza dziecko, które chce eksperymentować, doświadczać, poznawać bez obaw, jak to ocenimy. W ich języku nie ma jeszcze słów kiczowate, zbyt zwykłe, bez sensu, zbyt odmienne ani nawet brzydkie – tak jak my to rozumiemy. Nie boją się zmienić scenariusza, pójść ze swoim pomysłem w nieoczekiwane rejony, zrobić coś całkiem innego. Dlatego wciąż są kreatywne.

Kolażowe sowy

Przygoda z wolnością, a nie odtwarzanie

Dlatego proponuję: Dajcie dzieciom materiały, wstępny pomysł i zobaczcie, w którą stronę same pójdą. Nie stójcie też nad nimi z oczekiwaniami, że zaraz coś wymyślą i zrobią, co będzie “dowodem” ich pracy.

Magia tworzenia w wypadku dzieci ukryta jest nie w „co powstało”, ale, co się działo, gdy było wymyślane i tworzone. Jeśli dziecko odtwarza tylko nasz pomysł, nie będzie rozwijało swej odwagi, wyobraźni, intelektu ani kreatywności – nawet jeśli na koniec będzie to coś ładnego, ale co tylko spełnia nasze oczekiwania, a nie rozwija dziecko.

A oto historia naszych kolażowych sówek:

Powstanie tych kolaży wiele mnie nauczyło, bo zmierzyłam się ze swoimi uprzedzeniami i negatywnymi (niewypowiedzianymi) ocenami. Zaczęło się od tego, że po drodze do domu zaszłyśmy do sklepu papierniczego. Siena odkryła tam neonowe samoprzylepne kartki (chyba do robienia cen itp), które wydawały mi się okropne. Była nimi zachwycona i upierała się, by je kupić. Bardzo jej się podobała sowa na okładce, która dla mnie była wyjątkowo nieciekawaszablonowa. Moje dziecko jednak coś w niej dostrzegło, bo zaraz po przybyciu do domu oznajmiła, że będzie robić takie “sówki”. Oczywiście z zakupionych kartek 🙂

Papierowe kolaże prototyp

Pomyślało mi się w głowie: Nie dość, ze jakiś tandetny papier cenowy, to jeszcze odtwarzanie tej okropnej sowy! No, ale zawsze to fajnie, jak dziecko coś wycina, robi manualnie. Zostawiłam moje uwagi dla siebie i pomogłam Sienie narysować korpus i brzuszek sowy, bo o to mnie prosiła.

Resztę elementów Siena wycinała sobie sama.  Zauważyłam, że brzuch przykleja całkiem inaczej niż na wzorze, można powiedzieć „niewłaściwie”. Ale nigdy nie komentuje takich rzeczy, tak samo zmienionych proporcji części ciała, braku skrzydeł itd. Szanuję dziecięcy sposób konstruowania rzeczywistości.

Siena zaczęła robić przedstawienia “mamy sówki i dziecka sówki”. Gdy już nakleiła bryły, uzupełniała je cieńkopisem. Ma dostęp do wszystkich materiałów do rysowania i malowania. Jej sowy niczym nie przypominały sztampowej sowy z okładki. Były nierówne, “chropowate” i autentyczne – z charakterem. Nie doceniłam materiału i kreatywności dziecka! Nie przypuszczałam, że kolażowe sowy wykonane według prototypu, ale w pełnej wolności i bez oceniania mogą stać się polem do eksplorowania kształtów, wielkości i twórczego ozdabiania.

Kolaż ze ścinków

Dziecięce eksperymenty

Przez cały tydzień Siena tworzyła kolejne wersje “sówek”. Na tym nie poprzestała. Długo, jeszcze chyba przez miesiąc, bawiła się kolorowym papierem. Robiła różne, dziwne dla mnie, papierowe kolaże, wykorzystując inne materiały, nawet plastelinę  🙂 Albo tworząc kolaże ze ścinków. Nie pytałam jej po drodze, co to jest?, co to znaczy? Nie przerywałam jej zaangażowania w zabawę. Ona od czasu do czasu siadała sobie – wycinała, wyklejała i rysowała. Powstało wiele tajemniczych obrazów. Jestem pewna, że przy ich tworzeniu w głowie dziecka zachodzą przedziwne rzeczy związane z poznawaniem kształtów, komponowaniem, procesem tworzenia i realizowania swoich pomysłów, które mają duże znaczenie dla przyszłych działań, bardziej dorosłych lub, powiedzmy, szkolnych. Żadna gotowa zabawka ani wykonywanie poleceń według instrukcji nie zaprowadzi dziecka tak daleko, jak tworzenie według własnego zamysłu z otwartych materiałów.

Kolaże

Kolaż z plasteliny

Przekonałam się więc:

1. Gdy dziecko zainteresuje się jakimś materiałem, warto nie oceniać tego wyboru według naszych upodobań. Często to są „okropne rzeczy” 🙂 dla dorosłych – jeśli nie „kiczowate” w naszych oczach, to jakoś inaczej dla nas mniej pociągające (przypomnijcie sobie na przykład błotko na drodze). Eksplorowanie tych materiałów może jednak zaprowadzić dziecko do nieoczekiwanych odkryć lub kreacji.

2. Nie komentuję pomysłu dziecka! Tym razem wydawał mi się odtwórczy i nie podobał mi się model (sowa z okładki). Jednak popełniłabym duży błąd myśląć jednak nawykowo, by było ładnie, gustownie i oryginalnie! W moim mniemaniu, w moim świecie, moim widzeniu. U dziecka wygląda to całkiem inaczej. Coś dostrzegła w tej sowie z okładki, co ją zaintrygowało, co było ważne i inspirujące dla niej. Dobrze, że tej iskierki nie zdławiłam.

3. Nie komentuję i nie poprawiam wykonania! Gdybym zaingerowała, powstałyby całkiem inne sówki i jestem pewna, że dużo mniej ciekawe :). Wiele razy przekonałam się (też prowadząc zajęcia z innymi dziećmi), że to, co nam wydaje się nieładne i nieoryginalne więcej mówi o naszych oczekiwaniach i ograniczeniach niż dziecięcym tworzeniu. Dzieci zresztą tworzą nie jako artyści w naszym rozumieniu – jest to dla nich też forma nauki, poznawania świata, eksperymentowania, budowania swojej wiedzy na temat różnych zjawisk, przedmiotów i pojęć.

Kolaż z guzików

4. Ogólnie mówiąc, zachęcam dziecko w domu do tworzenia, układania, komponowania. Powyższy guzikowy kolaż też powstał ponad rok temu spontanicznie 🙂 – ale Siena wie, że ma na takie działania zielone światło. Często są to rzeczy, które nawet trudno by było pokazać na blogu jako jakieś konkretne pomysły. Są to raczej procesy i działania. To w nich jest serce i korzenie – nie w obrazkach, które już zadowalają nasze oko, ale tych codziennych dziecięcych eksperymentach z różnymi materiałami. To jest równie ważne, jak późniejsza nauka literek czy cyfr. To buduje dziecięce zdolności intelektualne, poznawcze, twórcze. No i oczywiście sprawia przyjemność, bo szczególnie u parolatka wszystko, co można dotknąć, sprawdzić namacalnie, przetworzyć w dłoniach to najważniejsza (oprócz ruchu) pole doświadczania i satysfakcji :).

A na koniec jeszcze pokazuję pierwszy bukiecik zebrany i skomponowany przez 4-latkę dla mamy. Układamy, budujemy i tworzymy na różnych polach :).

Układanie bukietu

Pierwszy bukiet dla mamy

follow
Podziel się…